niedziela, 15 listopada 2015

1. Nawrót - Marika

     Na zegarze wybiła 6 rano co oznaczało włączenie tego głupkowatego budzika. Wzięłam szybki zamach ręką i zwaliłam budzik na podłogę, wyłączając go przy okazji. Dziś był poniedziałek, czyli zaczęło się odliczanie do piątku. YEY. Szybko wstałam, ubrałam moje ukochane kapcie jednorożce i podeszłam do okna. Odsunęłam żaluzje po czym ubrałam mój szlafrok w chmurki i zeszłam na dół na śniadanie. Schodządz po tych gigantycznych schodach zdążyłam się minąć z naszymi dwiema pokojówkami, Panię Noris i Panią Centtes. Ale jak zwykle nie odpowiedział mi na ,,Dzień dobry''. Pewnie były zbyt zajęte szykowaniem kolejnego bankietu. Gdy dotarłam do kuchni ujrzałam Mary, która jak zwykle pożerała swoje ulubione płatki Reeses.
-Cześć Mary.- odparłam kierując się w stronę stołu.
-Witaj śpiochu, ty jeszcze nie ubrana?- spytała przeglądając facebook'a na swoim iphoni'e.
-Śpiochu?- spytałam poirytowana.- No wybacz sis, ale nie każdy musi wstawać o 4 nad ranem- mruknęłam pod nosem.
   Usiadłam przy stole i nałożyłam sobie na talerz jajecznice.
-Może poszłybyśmy dzisiaj po szkole na jakieś zakupy?- spytałam z uśmiechem.
-Nie mogę, muszę się uczyć.- odpowiedziała spoglądając na mnie z lekkim uśmiechem
-Ty chcesz się uczyć?- spytałam zaskoczona.- Przecież masz i tak same pały.- dodałam ze śmiechem.
- Kotku to było nie potrzebne.- odparł jakiś głos.
    Po chwili do pokoju weszła Pani Crain, nasza zastępcza matka. Podeszła do lodówki mówiąc:
- Widziałam wasze oceny. Marika, brawo. Kolejne szóstki.- powiedziała spoglądając na mnie dumnie.
- Dziękuje mamo.- zaczerwieniłam się.
-Mary... kolejna 1 z matmy?- spytała bezsilnie.- Będę Ci musiała załatwić jakieś korepetycje.- oznajmiła wyjmując mleko z lodówki.
-CO?!- krzyknęła zaskoczona.
-Kochanie w domu się nie krzyczy.- odpowiedziała obojętnie.- Ja zmykam do pracy, a wam radzę się nie spóźnić do szkoły.- odparła całując nas w policzek
    Gdy mama wyszła z domu szybko pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i spakowałam się na dzisiaj. Wyciągnęłam z szafy moją ukochaną bordową bluzę z kotem i do tego czarne rurki. Rozczesałam włosy po czym zrobiłam kłosa na bok. Wzięłam plecaka i zeszam na dół. Mary już czekała gotowa. Wbiegłam do kuchni gdzie Pan Deric podał mi drugie śniadanie.
-Ile jeszcze?-spytała niecierpliwie Mary.
-Jeszcze tylko buty i płacz.- odparłam zakładając moje bordowe conversy.
     Wraz z sis wsiadłyśmy do limuzyny. Po ruszeniu pojazdu, wyciągnęłam z plecaka kosmetyczkę i zaczęłam się delikatnie malować.
- Dasz trochę pudru?- spytała nieśmiało.
-Jesteś na to za młoda.- stwierdziłam ze śmiechem.
      Po piętnastu minutach byłyśmy już na miejscu. Wysiadłyśmy z limuzyny i weszłyśmy do ogromnego budynku. Już przy samej dyżurce Mary zniknęła mi z oczu. Robiąc parę kroków do przodu poczułam, że ktoś mnie przytula od tyłu. Obróciłam się, a tam oczywiście Caro.
-SIS!-krzyknęłam przytulając ją jeszcze mocniej. Szłyśmy tak po korytarzu gadając o różnych rzeczach, ale głównym tematem, był nowy uczeń w naszej klasie. Caroline uwielbia nowości, więc nie dawała mi z nim spokoju. Zostało jeszcze 15 minut do dzwonka, więc stwierdziłyśmy, że pójdziemy coś kupić w sklepiku szkolnym. Po drodze spotkałyśmy Emily, Kate i parę innych osób z którym Caro musiała się podzielić ,,niesamowitymi'' wieściami. Po dotarciu do sklepiku ustawiłyśmy się w kolejce i zaczęłyśmy się zastanawiać co by tu kupić.
-Co bierzesz?- spytałam spoglądając na przyjaciółkę.
- Mam tylko 2 dolary.- oznajmiła wyjmując z kieszeni 2 złote monety.
- O Jezu wiesz dobrze, że ja Ci pożyczę.- zaśmiałam się.
- Jesteś kochana.- oznajmiła przytulając mnie.
- Co podać?- spytała sprzedawczyni.
- Ja poproszę sok pomarańczowy i 2 reeses w białej czekoladzie, a ty sis?.- spytałam.
- Ja poproszę cole light i nerdsy wiśniowe.- odpowiedziała.
- Proszę, należy się 8 dolarów i 55 centów.- oznajmiła sprzedawczyni.
 - Proszę.- powiedziałam podając kasjerce pieniądze.
- To co teraz mamy?-spytałam.
- Biologię.- odpowiedziała Caro otwierając puszkę coli.
- Oj...
- Niech zgadnę, znów zostawiłaś książki w szafce?- spytała ze śmiechem.
- Ale i tak musiałabym odłożyć kurtkę.-zaśmiałam się ruszając w stronę mojej szafki.
    Była ona numeru 69...egh... znajdowała się na parterze obok sali informatycznej. Caroline miała 70, tuż obok mnie. Moja miała kolor szary w białe chmurki, a Caro błękitny z przyklejonym naszym wspólnym zdjęciem. Dyrektor pozwolił je malować pod warunkiem, że rodzice wydadzą na to pisemną zgodą i pod koniec naszej nauki je wymienią na nowe. Szafki były na kody, więc nie musiałam się bać o zgubienie kluczyka. Po wpisaniu kodu otworzyłam plecak i włożyłam tam wszystkie potrzebne książki, oraz. Schowałam swój płacz i poprawiłam usta błyszczykiem w naklejonym przeze mnie lusterku. Zamykając szafkę ujrzała stojące obok James'a opierającego się ręką o inne szafki.
- Cześć Mari.- przywitał się zalotnie.
- Ymmm... hej James.- odpowiedziałam mu niechętnie.
- Ślicznie dziś wyglądasz wiesz?
- Dziękuje... nie musiałeś.- uśmiechnęłam się lekko.
- Musiałem.- stwierdził puszczając do mnie oko.- Może poszlibyśmy dziś gdzieś razem...
- Nie dzięki, nie mogę dziś. Cześć.- przeszkodziłam mu ciągnąć za rękę Caroline w jakiś kąt.
- Co ty wyprawiasz?- spytała zaskoczona.- Widać, że on na ciebie leci.- stwierdziła załamana.
- Ale James chodzi z Lucy, z twoją SIOSTRĄ!- krzyknęłam usiłując jej wytłumaczyć.
- Po pierwsze to TY jesteś moją PRAWDZIWĄ siostrą, a po drugie zrobisz mi tylko przyjemność jak James zerwie z nią dla ciebie.- opowiedziała kładąc mi ręce na barkach.
- Ale Caro, ja nie jestem gotowa na związek.- odparłam bezsilnie.
- Czemu niby?-spytała zaskoczona.- Mari jesteś śliczna, mądra, niczego Ci nie brakuje!
- Odwagi...- odparłam spuszczając głowę w dół.
- O nie! Ja nie będę patrzeć jak tracisz taką szanse!-krzyknęła zakładając plecak na ramię i idąc w stronę James'a i jego bandy.
- Caro co ty?-spytałam. Wychyliłam się z kąt i zobaczyłam jak idzie w stronę James'a i na dodatek coś do niego mówi. To nie może się dobrze skończyć . Wychylona za pasma szafek obserwowałam jak Caro z nimi gada. Nagle wszyscy zaczęli się śmiać i uśmiechać, wtedy James popatrzył na mnie. Szybko odwróciłam się chowając się za szafkami mając nadzieję, że mnie nie zobaczył. Po chwili wróciła Caroline.
- O czym z nimi gadałaś?- spytałam zaskoczona.
- Właśnie załatwiłam Ci randkę z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole.- odparła dumnie.
- CO?!-krzyknęłam bezsilnie.
- Oj Marik, nie musisz mi dziękować.- uśmiechnęła się.
- Lucy mnie zabije...- zaczęłam majaczyć.
- Lucy to ja się zajmę.- zaśmiała się.- Chodźmy już.- przerwał nam dzwonek.
- Ja Cię kiedyś obedrę ze skóry.- twierdziłam kierując się w stronę klasy biologicznej.
- Też Cię kocham sis.- uśmiechnęła się.
- Jak pomyśle, że zaraz będę się musiała się z nim zobaczyć to słabo mi się robi, i Ci idioci co zawsze z nim chodzą...ech...-jęknęłam.
- Nie przesadzaj!- krzyknęła trącą mnie swoim tyłkiem.
- No co?- spytałam.
- Ale ty masz problemy.- zaśmiała się wychodząc za kąta.
- O nie, on tam stoi.- odparłam widząc James przybijającego piątkę. Kamilowi.
- Idziesz!-krzyknęła popychając mnie do przodu. Szybko zrobiłam szczery uśmiech i wraz z Caro podeszłyśmy do Adeline i Ellie. Gadałyśmy cały czas o tym nowym, ale praktycznie w ogóle nie słuchałam, byłam zajęta patrzeniem na James'a. Chwilę potem przyszła pani Ross i wszyscy weszli do klasy. W raz z Caro usiadłyśmy tam gdzie zawsze, czyli w ostatniej ławce od okna. Pani kazała wyjąc zeszyty. Gdy wszyscy byli pochłonięci tą czynnością ktoś zapukał do klasy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz