- Acha, czyli opisujemy Upiór w operze? - spytałam patrząc na Kamila. - Mam nadzieje, że Panu Chao spodoba się nasz projekt. - dodałam zamykając zeszyt od muzyki.
- Ey co tam się dzieję? - spytał spoglądając na wielkie zbiorowisko.
- Chodźmy sprawdzić. - zaproponowałam, ale Kamil już dawno ruszył w stronę stojącego tłumu.
Zarzuciłam plecak na ramię i ruszyłam za Kamilem. Oboje zaczęliśmy się przepychać, by zobaczyć co jest takiego interesującego w tym ,, zebraniu ''. Dokoła wszyscy krzyczeli, jak na jakiejś arenie. Od razu domyśliłam się, że to kolejna bójka. Nagle ku mojemu zaskoczeniu ukazał się Łukasz szarpiący z Paulem. Obok stała jego banda, próbując się dorwać do Kaji. Nie wiedziałam co robić, spojrzałam z nadzieją na Kamila, później na James'a, a następnie na resztę klasy. Wszyscy się śmiali. Nikt nie reagował. Już miałam zrobić pierwszy krok, by ich rozdzielić, gdy nagle rozpostarł się niestety wszystkim dobrze znany głos. Był to Pan Martin Drey, surowy dyrektor naszej szkoły. Cała klasa szybkim krokiem wbiegła do sali, by uniknąć kary. Paul i jego dresy na ich nieszczęście nie zauważyli go i kontynuowali bójkę. Z widowni zostałam tylko ja wpatrująca się w pokaźną sylwetkę dyrektora.
- Matko Święta co tu się wyprawia ?! - krzyknął rozgniewany.
Nagle cała drużyna Paula obróciła się w stronę dyrektora zdradzając swoje twarze.
- Paul, Mike, Simon i Ted. - odparł rozpoznając dobrze mu znaną paczkę wandali. - Mogłem się domyślić, jutro cała 7 do szkoły przychodzi z rodzicami! - krzyknął.
Siódemka? Ale co ja takiego zrobiłam! To nie fair. Dresy szybko wzięły nogi zapas i popędziły na 1 piętro.
- Kaja Mietkowska, Marika Adam' s Crain, a ty to? - spytał spoglądając na Łukasza.
- Łukasz Walaszek, Panie dyrektorze - odpowiedział niechętnie chłopak.
- Nic wam nie jest? - spytał dyrektor.
- Chyba nie. - odparła cicho Kaja, tak jakby chciała go przeprosić.
Nawet najlepsi twardziele przy Panu Drey są jak aniołki, ale nie spodziewałam się tego po Kaji. Dyrektor zmierzył nas surowym wzrokiem powtarzając żądanie o przyjściu rodziców do szkoły. Po chwili odszedł każąc nam wejść do klasy.
- Dzięki wielkie - odparłam spoglądając na Łukasza i Kaję.
Chwilę później cała nasza trójka weszła do sali, gdzie Pani Felicia oznajmiła nam o uwadze za spóźnienie. Wkurzona usiadłam w swojej ławce. Caroline nie dawała mi spokoju. Ona zawsze musi wiedzieć co się stało. 15 minut przed dzwonkiem ktoś rzucił mi na ławkę kulkę z papieru, gdzie było napisane: Sorry :/ ~Łukasz . Spojrzałam na niego wkurzona pokazując mu środkowy palec. Od roku próbuje namówić rodziców na psa i teraz przez to, że chciałam mu pomóc nigdy go nie dostanę. Z jednej strony, było mi żal Łukasza. Pierwszy dzień w nowej szkole, a tyle niedobrego już się zdarzyło. Chwilę później przeszła mi złość i na odwrocie karteczki napisałam: To nie twoja wina... ale ty stawiasz dziś w pizzeri ;) ~Głodna Marika. Wzięłam spory zamach ręką i rzuciłam kulkę w jego stronę. Na szczęście doleciało do odpowiedniego odbiorcy, ale bałam się, że Pani coś zauważyła po tym jak wstała i zaczęła rozglądać się po klasie. Łukasz zaskoczony spojrzał w moją stronę, ale nie miał co liczyć na kontakt wzrokowy. Specjalnie wpatrywałam się w zeszyt uduchawiając, że rozwiązuje zadanie. Po przeczytaniu karteczki uśmiechnął się lekko, ale nie byłam pewna czy to szczery uśmiech.
- Kończymy o 9:40, więc do dzwonka zostało...? - spytałam przyjaciółkę.
- Zero. - odparło Caroline na dźwięk dzwonka.
Po spakowaniu się wyszliśmy z sali zbierając siły na kolejne godziny nauki. Po skończonych zajęciach poszłam razem z Caroline do szafki. Niestety Caro nie mogła iść z nami do pizzeri, ponieważ musiała się zająć młodszym rodzeństwem. Gdy obie byłyśmy już gotowe do wyjścia ze szkoły rzuciłyśmy się na siebie. Tak wyglądały nasze pożegnania. Chwilę później Caro skierowała się w stronę wyjścia C na autobus, a ja ruszyłam do wyjścia A. Zbiórkę mieliśmy pod palmą, która stała na przeciwko naszej szkoły. Kamil i Kaja byli już na miejscu. Przeszłam przez pasy i dotarłam do grupy czekającej na Łukasza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz