Dzień się zaczyna, no kurwa! Najgorsze co mnie może spotkać -kolejny, zajebisty, w oczojebnych kolorkach dzień. Powoli, zaczynam tym rzygać. Była godzina 5:00. Fajnie. Po prostu zajebiście. Za 3 godziny szkoła, a mój chory umysł postanowił mnie na dzień dobry wkurwić, bo jakby inaczej zepsuć Kamilowi dzień? No jak! Nie chętnie postanowiłem się ubrać, i zacząć swoje smutne, codzienne życie.. Ehh.. Powoli, zaczynałem wątpić w mój.. smętny żywot. Kamil, ogarnij się, zaczynasz gadać jak jakiś poeta. Moja podświadomość, lubiła mną rządzić. No dobra, dzień się zaczął źle, spróbuj tego nie spieprzyć.. Każdy dzień jest koszmarny. Zacząłem się przygotowywać do tego miejsca. Szkoły. Tak, miałem dwa razy kibla w drugiej Liceum. Ale Matematyka to czarna magia.
Ubrałem się tradycyjnie w moją ukochaną zieloną koszulę, fullcap, koszulkę i jeansy. Pięć godzin, to chyba nie katorga.. O nie.. Nie ma tak łatwo mój Kamilu. Która to? 6:34. Mam jeszcze em.. Chyba 2 godziny do godziny skazania.. Co by tu porobić.. Może sprawdzę Facebook'a. A to kurwa, co? Pomyślałem, gdy zobaczyłem pierwszy wpis. Jakiś pizduś ma dołączyć do MOJEJ klasy. Hmm.. Zobaczy kto to, może się zaprzyjaźnimy. Haha. Śmieszne. Pogapiłem się jeszcze trochę w Iphone'a.
Pora ruszyć dupę. Nie mogę tak siedzieć w nieskończoność.
Szybkim krokiem ruszyłem w stronę przystanku autobusowego. Na nim ktoś stał, jakiś chłopak, i kilka starszych osób.. Postanowiłem milczeć.
Autobus powoli podjechał. W środku były pełno młodzików. Mi przystało stać. Ale jeden chłopak "Mhroczne Emo", zajmował aż 2 miejsca, a jeden starszy pan nie miał gdzie usiąść, więc postanowiłem coś z tym zrobić.
-Czy byłbyś uprzejmy, i dał tu usiąść temu panu?- postanowiłem spokojnie go przekonać.
-Hm. Pff..- Zaczął wzdychać w odpowiedzi.
-Czy możesz ruszyć dupę?- zapytałem nieco ostrzej. Sobie jakoś mogę wytłumaczyć swoje zachowanie, ale ja nie jestem taki wobec starszych.
Znowu wyzdychana odpowiedź. Nie, nie ruszył się. Nie, moje nerwy się kończyły.
-Czy możesz ruszyć swoją tłustą dupę, czy chcesz, żebym Ci ją rozjebał?- wycedziłem przez zęby. Ten osobnik spojrzał się na mnie, a potem wstał, ustał i zaczął trzymać się "tego czegoś do trzymania". Miał szczęście. Wyglądał na 2-3 gimnazjum. Nie lubię takich typków.
Autobus się zatrzymał, i wyrwał mnie z zamyśleń.
Poszedłem do klasy. Powoli wszedłem, i usiadłem w mojej ostatniej ławce. Rozległ się dzwonek.
Pani Ross, zaczęła prowadzić lekcje, gdy przyszedł jakiś chłopak... Zaraz, zaraz. Aham.. To nasz pizduś z Facebooka, i ten który biegł... Aaa... wszystko jasne..
Pani Ross, zaczęła z nim swoją rozmowę, czyli jak z każdym „nowym”. Porozmawiam z nim później. Haha. To na pewno będzie wyjątkowo śmieszne. Pani psor całą lekcję przegadała z Łukaszem. Jako pierwszy wybiegłem z klasy, albowiem umówiłem się tam z.. nie ważne. To moja prywatna prywatność.
Szedłem akurat, tam gdzie był róg, oczywiście ktoś musiał na mnie wpaść. Ehh..
-Jak leziesz?!- zdenerwowałem się. No dobra moja cierpliwość była na drobnej nitce, która w każdej chwili mogła pęknąć.
-S-sorry.- chłopak spojrzał na mnie. Ahm, Pizduś! Od razu się delikatnie uśmiechnąłem. Wiem, ze mimo mojego uprzedzenia, był dobrym materiałem na kolegę. I tam była też Kaya.. Co prawda, to prawda, podkochuję się w niej.
-A nie przedstawiłam was. Łukasz, Kamil. Kamil, Łukasz.
-Witam.- powiedzieliśmy razem „sarkastycznie”. Delikatnie się zaśmiałem swoim chorym śmiechem.
-Ja zapraszam Was po szkole na frytki.- zapytałem się, gdy się trochę opanowali ze śmiechem.
Oni nic nie odpowiedzieli, tylko się uśmiechnęli. Może poczuli oparcie w tym „najstarszym” i „kiblarzu” Heh.
-Czy zechcesz nam coś o sobie opowiedzieć?- zacząłem rozmowę z Łukaszem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz