Spojrzałem
kątem na Kayę. Westchnąłem i jakoś tak.. Poszedłem za nią. Czy to nie
dziwne? Ehh... Zatrzymałem ją. A raczej to ona się zatrzymała. Szybko
jednak odsunęła się ode mnie, a ja nadal drętwo trzymałem tą za
przedramię.
- Gdzie uciekasz? - uniosłem prawą brew.
- Czy kogoś to obchodzi? - mruknęła i odeszła kawałek.
- Emm... Tak. - zatrzymała się - Mnie.
Spuściła
głowę. Spojrzałem za siebie. Marika i Kamil gadali ze sobą, patrząc na
nas ukradkiem. Jednak gdy się odwróciłem do dziewczyny, tej już nie
było. Skinąłem łbem. Wpadłem plecami na ścianę i założyłem ręce na
pierś. Jakoś... Dziwnie mi się zrobiło. Spojrzałem na boki. Ogarnęło
mnie poczucie winy. Żeby nie słuchać pytań od reszty polazłem do kibla.
Przeniosłem wzrok na lustro i oparłem się o zlew. Jesteś gównem.
Wyglądasz jak gówno. Jestem, kurwa, nikim. Nagle ktoś wlazł tutaj.
- A ci co? - zapytał niedawno poznany głos. Odwróciłem się. - Gdzie Kaya?
- Chyba mnie nienawidzi - prychnąłem z uśmiechem, który po chwili zbladł.
- Why? - przewrócił oczami i przeniósł spojrzenie na moje odbicie w lustrze.
- Eee... Nie ważne. Możesz pójść? - zapytałem - Chcę być sam...
Kamil zmierzył mnie morderczym wzrokiem. A jednocześnie... Zazdrosnym? Wyszedł po chwili. A ja za nim, ale w inną stronę. Teraz jest ta zjebana matematyka... Jakoś nie chce mi się na nią iść. Może spróbuję popełnić samobójstwo przez niską samoocenę, jak w gimnazjum? Dobra, zabij się z dobrymi ocenami. Kurwa. ty w ogóle się nie uczysz. Pojebało cię. Dobra, Łukasz, nie klnij. Ogarnij się i nie gadaj sam do siebie. Zatrzymałem się przy swojej szafce. Nowej... Miała numer 63. Niedaleko nowo poznanej ,,bandy" z klasy. Ale ja nie znoszę przebywać w grupach. Jedna, albo żadna osoba. Nagle zadzwonił dzwonek. Schowałem niepotrzebne książki i zamknąłem ją, gdy obok mnie znalazła się Kaya. A dokładniej 3 - 4 szafki ode mnie. Spojrzałem na nią kątem. Chyba mnie zauważyła.
- Introwertyczka? - zapytałem.
- Tak. A co? Ty też?
- Owszem. - uśmiechnąłem się sztucznie z nadzieją, że tego nie widać.
Nie miałem ochoty sprawiać dzisiaj komuś jakiejkolwiek przykrości. Zrezygnowałem. Po co mam z kimś rozmawiać, nawiązywać kontakt? Westchnęłam i zamknąłem szafkę, po czym poszedłem wzdłuż korytarza. Zatrzymałem się obok drzwi do klasy. Zjechałem w dół ściany, na samą podłogę. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Zrzuciłem także torbę [Hasztag #Yo xd]. Przejrzałem jeszcze instagrama, aska, snapchata i facebook'a. Normalnie, myślałem, że zaraz obejdzie mnie setki fanów a tutaj.. Spokój. Zajefajnie. Usłyszałem jakieś krzyki. Wstałem niepewnie i nadsłuchiwałem. Zacząłem iść i zza rogu zobaczyłem jacyś dwóch dresiarzy. Takich to przynajmniej nie wyzywają... Zaraz, zaraz... Przecież tam jest... Kay. Co, oni, kurwa, robią? Wziąłem głęboki wdech. Ja to nie mam żadnych szans...Co zdziała chłopak z 185,5 cm wzrostu (xD) Przeciwko takim? Jebać to.
- Ey, może ją zostawicie? - zacząłem spokojnie, wychodząc z rogu.
Spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać.
- Mała, czyżby Romeo po ciebie przyszedł? - zaczął jeden, przejeżdżając dziewczynie po szyi.
Byli trochę niżsi ode mnie. Jak fajnie jest być wysokim, wszyscy tacy mali.
- Możecie ją zostawić? - warknąłem ostrzej. Zaraz jak się wkurwię to...
Znowu śmiech.
- Czy. Możecie. Ją. Kurwa. Zostawić?! - wydarłem się na chyba całą szkołę.
Pewnie teraz każdy wychodzi z klasy. Nie ważne. Nie wytrzymałem i rzuciłem się na pierwszego dresa, jednak po chwili ten drugi zaczął działać.
- Kay-a! Uciekaj! - wyszeptałem. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Spojrzała na mnie wzrokiem Zostawić cię tutaj, z nimi? Żeby cię zgwałcili zamiast mnie? Poczułem jak mnie odpychają na schody. Jęknąłem cicho. Po chwili nad nami zebrała się chyba cała szkoła. Zauważyłem jedynie parę osób z naszej klasy, w tym Marikę i Kamila. Dalej rozmazał mi się obraz... No świetnie, Łukasz. Bójka w pierwszy dzień.
- Eee... Nie ważne. Możesz pójść? - zapytałem - Chcę być sam...
Kamil zmierzył mnie morderczym wzrokiem. A jednocześnie... Zazdrosnym? Wyszedł po chwili. A ja za nim, ale w inną stronę. Teraz jest ta zjebana matematyka... Jakoś nie chce mi się na nią iść. Może spróbuję popełnić samobójstwo przez niską samoocenę, jak w gimnazjum? Dobra, zabij się z dobrymi ocenami. Kurwa. ty w ogóle się nie uczysz. Pojebało cię. Dobra, Łukasz, nie klnij. Ogarnij się i nie gadaj sam do siebie. Zatrzymałem się przy swojej szafce. Nowej... Miała numer 63. Niedaleko nowo poznanej ,,bandy" z klasy. Ale ja nie znoszę przebywać w grupach. Jedna, albo żadna osoba. Nagle zadzwonił dzwonek. Schowałem niepotrzebne książki i zamknąłem ją, gdy obok mnie znalazła się Kaya. A dokładniej 3 - 4 szafki ode mnie. Spojrzałem na nią kątem. Chyba mnie zauważyła.
- Introwertyczka? - zapytałem.
- Tak. A co? Ty też?
- Owszem. - uśmiechnąłem się sztucznie z nadzieją, że tego nie widać.
Nie miałem ochoty sprawiać dzisiaj komuś jakiejkolwiek przykrości. Zrezygnowałem. Po co mam z kimś rozmawiać, nawiązywać kontakt? Westchnęłam i zamknąłem szafkę, po czym poszedłem wzdłuż korytarza. Zatrzymałem się obok drzwi do klasy. Zjechałem w dół ściany, na samą podłogę. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Zrzuciłem także torbę [Hasztag #Yo xd]. Przejrzałem jeszcze instagrama, aska, snapchata i facebook'a. Normalnie, myślałem, że zaraz obejdzie mnie setki fanów a tutaj.. Spokój. Zajefajnie. Usłyszałem jakieś krzyki. Wstałem niepewnie i nadsłuchiwałem. Zacząłem iść i zza rogu zobaczyłem jacyś dwóch dresiarzy. Takich to przynajmniej nie wyzywają... Zaraz, zaraz... Przecież tam jest... Kay. Co, oni, kurwa, robią? Wziąłem głęboki wdech. Ja to nie mam żadnych szans...Co zdziała chłopak z 185,5 cm wzrostu (xD) Przeciwko takim? Jebać to.
- Ey, może ją zostawicie? - zacząłem spokojnie, wychodząc z rogu.
Spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać.
- Mała, czyżby Romeo po ciebie przyszedł? - zaczął jeden, przejeżdżając dziewczynie po szyi.
Byli trochę niżsi ode mnie. Jak fajnie jest być wysokim, wszyscy tacy mali.
- Możecie ją zostawić? - warknąłem ostrzej. Zaraz jak się wkurwię to...
Znowu śmiech.
- Czy. Możecie. Ją. Kurwa. Zostawić?! - wydarłem się na chyba całą szkołę.
Pewnie teraz każdy wychodzi z klasy. Nie ważne. Nie wytrzymałem i rzuciłem się na pierwszego dresa, jednak po chwili ten drugi zaczął działać.
- Kay-a! Uciekaj! - wyszeptałem. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Spojrzała na mnie wzrokiem Zostawić cię tutaj, z nimi? Żeby cię zgwałcili zamiast mnie? Poczułem jak mnie odpychają na schody. Jęknąłem cicho. Po chwili nad nami zebrała się chyba cała szkoła. Zauważyłem jedynie parę osób z naszej klasy, w tym Marikę i Kamila. Dalej rozmazał mi się obraz... No świetnie, Łukasz. Bójka w pierwszy dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz