Znowu. Wstałeś dziś rano. Ubrałeś się, ogarnąłeś ryj. Co dalej?
Nawet w półroczu nie przylazłeś do nowej budy. Uznają cię za debila,
zrozum to. Niepotrzebne było to wszystko... Próbuję sobie nie wmawiać że
to moja wina. To mój ojciec umarł, a nie ja. Heh, lub matka. Ja nie
chciałem się przeprowadzać. W tamtej szkole było jeszcze w miarę
spoko... Mam nadzieję, cholera, ja nie mam nadziei, że tutaj będą
normalne bachory. Uhh... No nigdzie takich niema. Świetnie, 7:46, a ty
masz pierwsze lekcje na 8:00 debilu. Już na pierwszy dzień się spóźnisz.
Świetnie, no świetnie. Jeszcze raz sprawdziłem plan. Biologia,
Matematyka, Chemia, Polski i Angielski. Mogło być gorzej... Tylko 5
lekcji. 5 godzin męczarni... Wyszedłem na korytarz. Ubrałem bluzę i
założyłem buty, biorąc w rękę torbę. Zarzuciłem ją na ramię i wziąłem
klucze. Po zamknięciu domu ruszyłem w stronę szkoły. Jest połączona
gimnazjum z liceum. Masakrycznie... Więcej wkurzających nastolatków,
czyż nie? Dobra nie ważne. Raz a śmierć, najważniejsze jest pierwsze
wrażenie. Popisz się, Łuki. A w sumie nie... Nie jesteś taki. Nie miałem
daleko do budynku. Jakieś... 100 metrów? Biegiem 5 minut? Ta, ty i
bieganie, już to widzę... Dobra, nie ważne. W końcu znalazłem się blisko
pomarańczowo - żółtego budynku. Westchnąłem głęboko i powoli, niepewnie
zacząłem tam iść. Od budy dzielił mnie tylko betonowy pas, nazywany
chodnikiem. Zamknąłem oczy. To nic strasznego... Nic! Znalazłem się na
dość dużym boisku z ławkami, małymi drzewami i boiskiem do kosza. Było
widać paru chłopaków i dziewczyn, co oznacza, że wszyscy już są w
środku... Pokręciłem głową, słysząc dzwonek Wbiegłem szybciej do szkoły,
od razu zauważając wiszącą kartkę z klasami i klasami. Sala 54... Już
jesteś spóźniony, zwrócisz na siebie tylko większą uwagę. Znalazłem
drzwi. Wziąłem głęboki oddech. Nie no, nie dam rady. Zapukałem po chwili
i natychmiast wszedłem do klasy, przenosząc wzrok na prawą stronę do
tablicy, aby nie patrzyć na klasę. Nauczycielka spojrzała na mnie.
- Chyba nowy - mruknęła i wstała, na co spuściłem łeb. Klasa ucichła, lecz szperała coś w torbach.
Wszyscy patrzyli na mnie. Czułem ich wzrok na sobie, przez co przełknąłem ślinę.
-
Możemy poznać twoje imię? - oparła się o biurko i krzywo spojrzała na
mnie wzrokiem typu ,,Tak naprawdę mam to w dupie, chcę wiedzieć czemu
się spóźniłeś".
Czy to ma sens, żeby kolejne.... 20 ileś osób poznało moje imię?
- Łukasz - odparłem z nieukrytą niechęcią.
- Czemu pan Łukasz się spóźnił? - zapytała ,,słodko" jakby chciała mnie poderwać.
- Pan Łukasz zaspał - syknąłem, na co klasa się zaśmiała. Oni ze mnie ryją?
Widocznie pani Ross ma poczucie humorku...
- Usiądź - powiedziała i sama to zrobiła, patrząc coś w dzienniku.
- Ale... - jęknąłem patrząc kątem na uczniów.
- Koło Kai jest wolne miejsce - wskazała niebieskim długopisem na ostatnią ławkę. - I zdejmij ten kaptur.
Przewróciłem oczami. Posłuchałem się jej i poszedłem do ostatniej
ławki, tym samym siadając pod ścianą. Odsunąłem się natychmiastowo od
dziewczyny i chrząknąłem cicho. Spojrzała na mnie jak na debila, który
bałby się lasek.
- Dobrze. Zacznijmy lekcje. - powiedziała i posłała mi sztuczny uśmiech, na co znowu ryknęli.
Napisała
jakiś temat na tablicy i każdy miał go przepisać. Wyjąłem zeszyt ale
szperając w torbie nie znalazłem długopisu... Spojrzałem błagalnie na
niejaką Kayę.
- Co, chłopczyk zapomniał długopisu? - zaśmiała się sarkastycznie.
Zmarszczyłem
czoło i wyrwałem jej przedmiot, wytykając jej język, robiąc komiczną
minę. Uniosła prawą brew i odwróciła się bokiem, po czym mnie kopnęła w
nogę i bez trudu odebrała długopis. Po chwili zaczęliśmy się śmiać jak
debile, próbując cicho, jednak po chwili nauczycielka nas uspokoiła.
- Czy wam do reszty odwaliło?! - wydarła się.
- Widocznie - odparł chłopak z przedniej ławki. Uśmiechnąłem się sztucznie w stronę Kai, na co uderzyła mnie w łeb książką.
- Kaya, nie podrywaj - zmarszczyła czoło. Klasa zagwizdała - Łukasz, ty też nie.
Ucichłem. Miałem ochotę rozjebać wszystkich tutaj.
- Nienawidzę cię - powiedziała, jednak z uśmiechem dziewczyna.
- Nawzajem - puściłem jej oczko, gdy nagle zadzwonił szkolny, słodki dźwięk oznaczający przerwę.
- Dziękuję za zmarnowanie lekcji - powiedziała Ross i odeszła do siebie.
Cała klasa już szykowała się do wyjścia, a ja oczywiście ostatni się ogarnąłem i wstałem jako ostatni.
- Proszę. - mruknąłem szeptem po czym zarzuciłem czarną torbę na ramię.
Rozejrzałem się po klasie. Co ty zrobiłeś... Już dosyć dużą uwagę na siebie ściągnąłeś. Nie poznaję cię, Łukasz. Ukrywasz smutek i udajesz radość, której w ciebie niema... Jaki tego sens? Gdy wychodziłem z klasy, nauczycielka mnie zatrzymała.
- Czekaj - powiedziała. Wziąłem wdech i wydech, a potem do niej podszedłem - Wybacz za tamto, lubię droczyć się z uczniami - zaśmiała się cicho, po czym wskazała na jakąś rudowłosą dziewczynę - Niech Marika cię oprowadzi. - odparła po czym się spakowała.
- Że co, mam do baby zagadać?! - warknąłem.
- Ja mam zagadać? - mruknęła i podeszła do niej.
No nie, wstyd Łukasz. Po chwili wzrok tej przeniósł się na mnie. Natychmiastowo spuściłem swój na nogi i zauważyłem, jak idzie w moją stronę. Uciekaj. Jeszcze coś spieprzysz. Pani Ross do nas dołączyła.
- Wy się już chyba znacie - posłała uśmiech, głównie chyba nie mi. - Marika, moja kochana, oprowadź proszę naszego nowego ucznia.
Cóż, dziewczyna chyba nie wyraziła nawet na to zgody... Nim się ktoś obejrzał, wszyscy znaleźli się przed klasą. Ciekawe...
- To... Może chodź. - odparła i zaczęła iść wzdłuż korytarza. Westchnąłem i sprawdziłem godzinę na telefonie, po czym poszedłem za nią. Nie trwało to długo, ale ja chyba byłem bardziej zajęty rozmyślaniem, niż słuchaniem.
- Halo, żyjesz? - spojrzała na mnie. Pokręciłem głową na boki, gdy wychodziliśmy z rogu. Od razu na kogoś wpadłem, ale nie można się po mnie dziwić...
- Jak... Jak leziesz? - warknął jakiś chłopak.
- Sorry. - mruknąłem i podniosłem na niego wzrok. Marika wlazła między nas.
- Ymm... Kamil. - zaczęła niepewnie - To Łukasz... Łukasz, Kamil.
Cholernie mi miło - odezwał się głos w mojej głowie. Moja podświadomość mnie nie lubi...
- Witam. - powiedzieliśmy z sarkazmem oboje na raz, lecz po chwili się uspokoiliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz